|
Archiwum
Zakładki:
Blogi młodych.
Czytam:
Lubię, podziwiam:
Mało - ważne.
Szablony:
Sztuk sztuk:
Tagi
alumarak@gazeta.pl
|
środa, 28 grudnia 2011
WSWiA się mną interesuje, adresowany na miejsce zameldowania list z prośbą o kontakt. Rozdaję resztki japońskiej przygody i indyjskiej duchoty, niewiele zostało, na wiosnę będzie ognisko z jego koszulek i bokserek. Kocham człowieka ktróry tak mocno mnie skrzywdził i nigdy przenigdy nie będziemy razem i to jest dramat, kilka tysięcy kilometrów różnic, i nie ma na świecie, w żadnym jego zakątku drugiego takiego, wiem sprawdzałam, trzeba mu przyznać postawił poprzeczkę bardzo bardzo wysoko. Bez miłości nic nie mogę. Nie mogę się otrząsnąć jem i tyję, oglądam seriale. Mężczyźni spowszednieli, podobają mi się ci starsi około 30-tki z brodą. 10 to dużo, ale 20 latkowie? Dzieci! Nieważne, teraz podrywają mnie lesbijki, dlatego, że ścięłam włosy na chłopaka i jest mi wszystko jedno? Lubię lesbijki, bo przy nich nie ma spiny, że coś jest z tobą nie tak, nie ma zawiści, jest akceptacja. Dziadek stwierdził, że mając 3 chłopców (o tylu wie) w swoim życiu jestem dziwką i że jak się już kogoś pozna to powinno się z nim zostać do końca życia. Przepraszam dziadku.
sobota, 26 listopada 2011
Od dziś będę systematycznie zabijać w sobie wrażliwość i potrzebę bliskości. Wypalę to gówno nienawiścią. Nie zostanie nic.
sobota, 29 października 2011
Rzecz w tym, że poruszanie się w świecie dorosłych jest kurewsko trudne. Wiem, że zostaną mi przebaczone wszelkie odchyły od normalności, bo patrząc na mnie nie można pomyśleć, że jestem swoja. I może właśnie ze wzgląd na to pozwalam sobie na więcej. To znaczy po prostu mówię robię to co uważam za stosowne, nie zawsze jednak będące zgodne z normą społeczną. Albo po prostu przybieram pozę zagubionej obcokrajowczyni. Chyba przyjdzie mi zostać dziwakiem już do końca końców.
Znalazłam taki wpis: 'P. nie potrafi otwierać szampana za 6 złotych polskich mówi ściana'
Udaję, kogoś nie stąd. To nie jest trudne,
alumarak, 2011/01/11 21:42:11 Wróciłam. Prawie cała i prawie zdrowa. Tułałam się pomiędzy 5°N a 28°N poznając zarówno uroki codzienności, wczuwając się w rolę mieszkańca zostając na dłużej,jak i skacząc z miejsca na miejsce. Nie było łatwo, powietrze jak w saunie, w nocy temperatura około 30 kresek, gwałtowne burze wieczorami, piekące słońce w środku dnia. Ale do tego można się przyzwyczaić, do zapachów także (nie gorsze niż w Polsce). Ciągłe poczucie zagrożenia i brak ufności - to chyba moi główni wrogowie, po pokonaniu których życie tam stało się niemal bajką (okropne odparzenia!). Zmienił się nie tylko mój zapach skóry, włosów (które nigdy wcześniej nie rosły tak szybko), modyfikacji uległo również postrzeganie mojego własnego ciała. Wreszcie zobaczyłam jak wyglądam nie dbając o siebie zupełnie, nie czesząc włosów, nie goląc się - włosy pod pachami wyglądają szalenie ponętnie i teraz uważam je za jeden z symboli prawdziwej kobiecości, ponadto nie używając do pielęgnacji niczego ponad mydła z mango i oleju kokosowego. Czułam się wreszcie jak zdrowy normalny człowiek, zwyczajnie, naturalnie, dobrze. Kobiety Wschodu są najpiękniejsze, koniec i kropka, aryjska uroda jest ohydna! Biali ludzie wyglądają jakby byli na coś chorzy, wiecznie zmęczone duchy z bezbarwnymi kłakami na głowie tułające się wśród bezlitosnego dymu niepotrzebnych maszyn i nad wyraz wyrośniętych kapitalistycznych budynkowych tworów. Mój osobisty kanon piękna zmienił się więc diametralnie. Otóż choruję. Choruję na brak przyjaznego patrzenia w oczy idąc ulicą boso, choruję na brak zrozumienia kiedy uwiję sobie turban, wszechobecne aktorstwo dnia codziennego, brak szczerości. Prawie cała. Bo zostawiłam tam w ludziach swoją przyjaźń i miłość, zatraciłam możliwość ponownego przystosowania się do życia tu i teraz. Nie potrafię mówić, nie potrafię dobrze pisać, nie wiem jak rozmawiać z ludźmi tutaj i chyba nawet już nie chcę. Jedynymi osobami, które są w stanie to jakoś objąć umysłem, są ci którzy też tam byli i wiedzą. Wiedzą, że jak raz tam pojedziesz, to po tobie, twoje wnętrze rozrasta się, że aż ledwo mieści się w ciele, tracisz kontakt z rzeczywistością, jesteś jakby ponad. Tak oto stałam się otwartą raną podatną na nieczułe bodźce Zachodu.
czwartek, 21 lipca 2011
Wielki Odlot
Ktoś pomyśli wariatka. Najpierw Tokyo, a zaledwie parę miesięcy potem New Delhi. Ale mnie zwyczajnie nosi. Nieposkromiony głód doznawania obcych kultur zagna mnie aż tam. Szczepienia są, transport też. Zabieram (na oko) 60 litrowy plecak, śpiwór, kilku klasyków do czytania i zatrważającą ilość przyborów plastycznych. Tęsknić raczej nie będę, jadę jak nigdy bez nadziei.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Sąsiad zrobi mi z pokoju komorę gazową. Oddycham cyjanowodorem. Wiem, że z trzeciego na parter jest wcale mały kawałek. Ale bez przesady. Wywieszam kartkę, proszę nie palić na balkonie. Na ławce przyblokowej chyba lepiej, miłą sąsiadkę można spotkać, kolorytu nabrać. Sesji nienawidzę.
niedziela, 12 czerwca 2011
Trytrytrytry.
Kobieta ze służby medycznej objaśniła mi, że moge się czuć rozbita. Otóż szczepienia. Wścieklizna, dur brzuszny. I faktycznie jest tak, że trochę pękłam, akurat w czasie egzaminacyjnego wysiłku. Rozmyślam o rzeczach przykrych, rozrywa mnie bezsilność i niemoc. Nie pomaga medytacja, alkohol i niszczenie się na mieście już od jakiegoś czasu nużą mnie, ambicja, której nigdy nie miałam zbyt wiele zanikła gdzieś przy którymś przespanym na zajęciach poranku. Jestem niepełna dobrze znam tego przyczynę i zrobić nie mogę nic, tylko czekać, do września.
środa, 25 maja 2011
Pył wulkaniczny unosi się na rzeźkim wietrze. Osadza się na moich astmatychnych pęcherzykach płucnych. Jadę czterema tramwajami, każdym tylko jeden przystanek, przytuliłabym się. Do K. mimo, że pozwolił sobie po sowitej uczcie, pozostawić zaledwie okruchy mojego zaufania albo do Pana Filozofa o króliczym sercu i trującej kociej sierści na patykowatych palcach. Jestem w nastroju romantycznym. Coraz częściej działam automatycznie dając się wieść zmiennym kolejom losu. Odliczam tygodnie do mojej wielkiej ucieczki do Tamil Nadu, bilet jest i z każdym dniem wiem mocniej, że to będą niezapomniane dwa miesiące.
piątek, 06 maja 2011
Hermafrodytyczny biseks. Zaczęło się oczywiście niechcący, zupełnie przypadkowo, bez krępacji pozwoliłam sobie jeszcze za wielkich mrozów wrosnąć na noc i następnego dnia połowę na jednej z dwóch kwiecistych kanap w podstarzałej kamienicy, niemal w sercu Mrocznego Miasta. Przez całkowity przypadek, może trochę ignorancję dałam zgodę na wymazanie z pamięci dwóch sztuk biżuterii, które przez kolejnych tygodni kilka spoczywały beztrosko za kanapą. I tak to się toczyło. Raz zostawiałam ja, raz zapominał on, raz pożyczone, przy następnym spotkaniu oddane. Rozmowom nie było końca, pisząc to, mam na myśli że naprawdę nie było końca, kilka dni razem, kilka opuszczonych zajęć, kilka godzin snu, potoki słów. Aż tu któregoś dnia! Swędząca wysypka, powieki jak kiełbaski, w oczach żółta ropa, czerwone sączące się plamy na twarzy. Potwór nie dziewczyna. Koniec końców okazało się, że kocia sierść, zaplątana w jego loki, każdy element ubrania, przedostała się do moich dywanów, zasłon, pościeli, ubrań, elementów bielizny powodując okrutną alergię. Zaniedbałam to, jak to ja z głową ponad chmurami, i mam, ropne alergiczne zapalenie rogówki, światłowstręt i sterydy. Kolejna choroba do kolekcji, jeden kolega mniej. Do bilansu zysków i strat jestem zobowiązana dodać fascynację twórczością A. Jodorowsky'ego (z komiksów Juan Solo, z filmów Fando y Lis). Witaj maj.
|